Nauka może być ciekawa. Chyba, że źle o niej opowiadamy

Nauka może być ciekawa. Chyba, że źle o niej opowiadamy

Nauka jest fascynująca. Ale nie każdy o tym wie. Jak zarazić innych swoją pasją?

Opowiadając o nauce trzeba unikać żargonu i dystansowania się od odbiorcy – wynika z najnowszych badań. To ważne informacje dla naukowców popularyzujących swoje badania i nauczycieli opowiadających o odkryciach naukowych swoim uczniom.

Opublikowane w ostatnich dniach stycznia na łamach „Journal of Language and Social Psychology” wyniki badań zespołu z Uniwersytetu Stanowego Ohio w Columbus (USA) pokazują, jak szkodliwy w komunikacji jest specjalistyczny żargon.

Nauka traci na naukowym słownictwie

Żargon nie tylko utrudnia zrozumienie tematu osobom, które nie są specjalistami. Żargon powoduje wręcz, że odbiorcy mniej interesują się tą tematyką niż dotychczas. „To nie dla mnie, to zbyt trudne” – myślą i zniechęcają się do zajmowania się opisywanym problemem.

Zbadane zjawisko dotyczy kwestii naukowych i okołonaukowych – w tym kontrowersyjnych lub burzliwie dyskutowanych, jak szczepienia (skuteczność, ruchy antyszczepionkowe), czy katastrofa klimatyczna. Dotyczy również wielu tematów politycznych, w których również liczy się specjalistyczna wiedza. Jak wynika z opisywanej pracy, specjalistyczne słownictwo i hermetyczny język są bardzo szkodliwe w wypowiedziach mających popularyzować i wyjaśniać laikom dowolny temat z tego zakresu.

Naukowcy z Ohio przeprowadzili swój eksperyment na grupie 650 osób za pośrednictwem internetu. Prosili o przeczytanie krótkich notek na tematy związane z nauką i technologiami (roboty chirurgiczne, samochody autonomiczne i trójwymiarowy druk żywych tkanek). Połowa tekstów była pozbawiona żargonu, w innych słownictwo specjalistyczne się pojawiało, przy czym – czasem było zdefiniowane i objaśnione, a czasem nie. Wcześniejsze badania tego zespołu dotyczyło języka polityki  i problemów takich jak migracje.

– Używanie trudnych, specjalistycznych słów to sygnał, który mówi odbiorcy, że to nie jego dziedzina – mówi prof. Hillary Shulman, główna autorka badań.  – Można im wyjaśniać, co dany termin oznacza, ale to niczego już nie zmienia. Odbiorca już czuje się, że ta wiadomość nie jest dla niego przeznaczona.

Najbardziej zaskakujące w prezentowanych wynikach jest właśnie to, że umieszczenie definicji lub objaśnień nie pomaga. Trzeba żargonu unikać.

– Udostępnianie odbiorcom definicji nie ma żadnego znaczenia – podkreśla uczona. – Nie miało żadnego wpływu na to, jak ludzie oceniają trudność otrzymanego tekstu. Zetknięcie się z żargonem powodowało, że ludzie stwierdzali na przykład „nie jestem dobry w tematyce naukowej”, nie interesuję się problemami naukowymi”, „nie mam kwalifikacji, żeby brać udział w dyskusjach o nauce”.

Tymczasem jednak czytelnicy notek pozbawionych specjalistycznego słownictwa mieli zupełnie inne odczucia. Chętniej stwierdzali w ankietach, że zrozumieli, co przeczytali, ponieważ nauką się trochę interesują, lubią takie tematy.

To żargon usztywniał odbiorcę i zniechęcał do prezentowanej tematyki – i nauki w ogóle!

– Jeśli chcemy zaangażować obywateli w debatę o złożonych problemach politycznych lub naukowych, musimy się z nimi komunikować w języku, który wszyscy zrozumieją – dodaje badaczka.

Nauka może być fascynująca dla uczniów

W szkole – chociaż bez specjalistycznej terminologii wielu rzeczy powiedzieć się nie da i trzeba uczniów uczyć nowych pojęć – też warto pamiętać o czyszczeniu tekstów ze zbędnego żargonu. Rozmawiając o różnorodnych problemach naukowych warto pilnować się  i nie epatować terminologią.

Na kilku pasjonatów trudne wyrazy zadziałają jak wabik, cała reszta klasy będzie zniechęcona.

Przeczytaj więcej w oryginalnej pracy zespołu prof. Shulman:

http://dx.doi.org/10.1177/0261927X20902177

Nauka nie potrzebuje zadęcia

Tymczasem dosłownie dwa tygodnie wcześniej na łamach „PLOS ONE” zespół badaczy z Uniwersytetu Missouri w Columbii (USA) opublikował wyniki swoich eksperymentów dotyczących zrozumiałej komunikacji naukowej. Ich zdaniem, osoba prezentująca tematy naukowe (badacz, popularyzator, nauczyciel) powinna pokazywać odbiorcom, że jest takim samym żywym człowiekiem jak oni. Że ma jakieś przekonania, że wierzy w określone wartości i że te wartości i przekonania mają związek z prezentowaną tematyką.

Autorzy obawiają się, że często eksperci wypowiadający się publicznie w jakiejś sprawie jawią się odbiorcy jako odczłowieczeni funkcjonariusze organizacji, którą reprezentują (dużej uczelni, jednostki badawczej, rządu, albo korporacji). Jeśli nie potrafią pokazać, że są żywymi ludźmi, maska jajogłowego technokraty lub nerda utrudnia porozumienie.

Czasem po prostu mówienie w pierwszej osobie pomaga nawiązać lepszy kontakt ze słuchaczami.

Bardzo pomaga, jak ustalili naukowcy, gdy opowiadamy własną historię zainteresowania się danym tematem, skąd fascynacja tym akurat zagadnieniem się wzięła. Anegdoty z własnego życia i osobisty stosunek do prezentowanych zagadnień ułatwiają odbiorcom zrozumienie i zapamiętanie materiału.

Przeczytaj więcej w oryginalnej pracy:

http://dx.doi.org/10.1371/journal.pone.0226711